Serwis Doradztwa Podatkowego

Serwis Doradztwa Podatkowego – nr 364 – 8 sierpnia 2016

O WSPÓŁCZESNOŚCI, HISTORII I DNIACH PRZYSZŁYCH
(Dział publicystyczny)

 

17. Szkice polsko – rosyjskie: w kolejną rocznicę warszawskiego Sierpnia.

Należę do warszawskiego pokolenia pamiętającego jeszcze ruiny lewobrzeżnej części miasta, które straszyły jeszcze w latach sześćdziesiątych zeszłego wieku. Pamiętam również tamte obchody rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, bardzo różniące się od obecnych ceremonii, oczywiście te kombatanckie, nie zawłaszczone przez polityków i „działaczy”. Czy pamiętano wówczas o 1 sierpnia 1944 roku? W każdą rocznicę dzień ten zapełniał Powązki – powstańcy byli jeszcze relatywnie młodymi ludźmi – od rana na cmentarnych kwaterach batalionów gromadzili się żywi aby spotkać poległych. Gomułkowskie władze były (prawie) nieobecne, ale już nie przeszkadzały. Obchodziliśmy rocznicę wybuchu, ale pamiętaliśmy o tym, co stało się później w ciągu owych 63 dni. Klęska była zbyt widoczna, przypominały o niej na co dzień ruiny i groby. Wspomnienie było jeszcze zbyt żywe i bardzo bolesne. Wychowałem się przez te kolejne warszawskie Sierpnie w atmosferze minionej klęski, którą chciano sobie jakoś wytłumaczyć lub „zracjonalizować”. Niewielu mówiło o „nieuchronności” powstania. Bardzo niewielu. Czy chęć zemsty na Niemcach była aż tak silna, że popchnęłaby do spontanicznej walki tych (wtedy) bardzo młodych ludzi? Może, ale warszawską Armię Krajową tworzyli w większości cywile, którzy stali się żołnierzami tylko czasu wojny („…a gdy się zdarzy taka chwila, że zwyciężymy i do cywila…”). Nienawiść do okupantów (wtedy byli to tylko Niemcy) w latach sześćdziesiątych była nie mniejsza od tej z lat okupacji. Ale chęć życia, nadzieja na wyzwolenie i zwykły, trochę ironiczny „realizm” („…bo na tygrysy mają visy…”) – dla przypomnienia: tygrysem był ciężki, niemiecki czołg będący symbolem siły ich wojsk, a vis, to … przedwojenny pistolet. Notabene w Warszawie podczas powstania nie było ani jednego tygrysa. Nie chcieli bez sensu umierać a hekatomba Warszawy, za którą czuli się współodpowiedzialni, była zbyt wymownym dowodem klęski. Czy wierzyli, że zostaną wyzwoleni przez Sowietów? Oczywiście: wielokrotnie i oficjalnie zapewniano, że istnieją kontakty z dowództwem Armii Czerwonej. Przez przypadek zachowały się w zbiorach rodzinnych Biuletyny Informacyjne KG AK wywieszane na płotach, w których nie tylko zapewniano o współdziałaniu z Armią Czerwoną, ale również o rychłym wyzwoleniu. Czy świadomie wprowadzano w błąd Warszawiaków? Zapewne, bo przy dowództwie powstania, ani przy Komendzie Głównej AK nie było oficerów łącznikowych, nie tylko sowieckich, ale również brytyjskich (czyli naszych formalnych sojuszników).

Wiele lat później dowiedziałem się, już po 1990 roku, że odpowiedzialność za zniszczenie Warszawy w przegranym powstaniu ponosi… Stalin, który (jakoby) wstrzymał ofensywę złośliwie nie wyzwalając Warszawy, po to, aby Niemcy mogli ją zniszczyć. Wcześniej nikomu to do głowy nie przychodziło, bo dobrze pamiętano realia końca lipca i początku sierpnia 1944. Próba podejścia do Warszawy wielkich związków pancernych Armii Czerwonej na przełomie lipca i sierpnia (Okuniew, Wołomin, Radzymin) skończyła się dla 2 Armii Pancernej spektakularną klęską, a jeden z jej korpusów (III Korpus Pancerny) został otoczony i całkowicie rozbity, a dwaj dowódcy brygad zostali wzięci do niewoli. Długo po wojnie na polach między Wołominem a Okuniewem stały setki zardzewiałych wraków, w większości znaczonych pięcioramienną gwiazdą. Nikt nie miał szansy wyzwolić Warszawy ani na początku sierpnia ani we wrześniu 1944 r., bo w ówczesnej sztuce operacyjnej (zresztą szyba również w obecnej) miast podzielonych przez rzekę nikt nie zdobywa atakiem od czoła. Jest również pewne (potwierdzają to publikowane dokumenty), że nie było jakichkolwiek planów operacyjnych zdobycia Warszawy. Nie ma również żadnego dowodu na „wstrzymanie” ofensywy w mającej na celu zdobycie tego miasta, bo nie było takiego planu. Inną sprawą jest pytanie, czy plany te pod wpływem wybuchu powstania mogły ulec zmianie? Może i mogły. Pod koniec sierpnia dowództwo I Frontu Białoruskiego, który walczył na tym odcinku (dowodził nim Konstanty Rokossowski) przedstawiło za zgodą marszałka Georgija Żukowa plan oskrzydlenia miasta, który jednak miał być realny w dalszej przyszłości. Nie został zatwierdzony. Dlaczego? Może ktoś to powinien sprawdzić, ale jest mało prawdopodobne, aby dogorywające, nie wiążące sił frontowych Powstanie, miało tu jakieś znaczenie militarne. Sowieci w tym czasie rozpoczęli wcześniej planowaną ofensywę na południu, wyrzucając Niemców z Mołdawii, Rumunii i Bułgarii, a później podjęli nieudaną próbę współdziałania z Powstaniem Słowackim. O planach wojennych decydowali politycy i wielkie strategie, dla których Warszawa i jej Powstanie było niezbyt ważnym epizodem. Na jesieni w Moskwie trwały rozmowy polskich, londyńskich polityków  ze Stalinem, które doprowadziły do powstania Rządu Jedności Narodowej z udziałem między innymi Stanisława Mikołajczyka. Przegrało miasto, zginęło ponad 200 tys. ludzi, a o niedobitkach warszawskiego AK nikt nie chciał pamiętać. Jedno jest pewne: nasi konspiracyjni generałowie, robiący nieudolnie wielką politykę, byli równie nieszczęsnymi dowódcami co politykami. Szkoda.

Witold Modzelewski
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Instytut Studiów Podatkowych

 

Skontaktuj się z naszą redakcją