Serwis Doradztwa Podatkowego

Serwis Doradztwa Podatkowego – nr 367 – 29 sierpnia 2016

O WSPÓŁCZESNOŚCI, HISTORII I DNIACH PRZYSZŁYCH
(Dział publicystyczny)

20. Szkice polsko-rosyjskie: czy wszyscy musimy pogodzić się z realizacją koncepcji Mittel Europy?

Od zakończenia okresu naszej zwanego dziś „komunizmem” lub „PeeReLem” minęło już ponad ćwierćwiecze. Wbrew głoszonym niekiedy tezom (była to jakoby „sowiecka okupacja”), państwowość naszego kraju lat 1944-1989 była realna – bezspornie było to Państwo Polskie. Należało ono do wersji połówkowych – dostosowując do współczesności terminologię profesora Lecha Mażewskiego: jego zdaniem Księstwo Warszawskie i Królestwo Kongresowe lat 1815-1831 było „Rzeczpospolitą jeden i pół”: Polska Ludowa była więc „Rzeczpospolitą dwa i pół”. Lepszym określeniem, tym razem dostosowując nieoficjalną wypowiedź Zbigniewa Brzezińskiego, było pojęcie „sowieckiego protektoratu”, tak jak jego zdaniem od Atlantyku do Łaby istniał „protektorat amerykański”, do którego należy dziś. Może jednak mylę się: protektorat, mimo pejoratywnych konotacji, pochodzi od słowa „protekcja”, czyli opiekuńcze wsparcie przez silniejszego. Czy dziś jesteśmy „pod opieką” polityków waszyngtońskich? Być może. Może jednak jest inaczej: pod parasolem polityki amerykańskiej otworzono współczesną wersję Mittel Europy pod przywództwem Niemiec. Mało w Polsce wiemy o politycznych koncepcjach zorganizowania tej części świata, ukształtowanych przed i w czasie I wojny światowej przez wielkoniemieckich polityków i teoretyków. Przypomnę, że chcieli oni oderwać od Rosji jej zachodnie dominia tworząc sieć małych „niepodległych” – czyli zależnych od Niemiec państw, jako ich protektorat polityczny, gospodarczy i rynek zbytu. Na pewno udało się to zrealizować dopiero współcześnie. Druga Rzeczpospolita była przynajmniej u swojego zarania pierwszą próbą realizacji tej koncepcji: to powołanie przez Niemców, przy formalnym udziale drugiego – austrowęgierskiego – Cesarza Rady Regencyjnej w „Królestwie Polskim” „legitymizowało” powierzenie – zapewne nie z własnej inicjatywy – Józefowi Piłsudskiemu zwierzchnictwa nad oddziałami wojskowymi (było tego raptem trzy pułki) a później nadanie mu funkcji Naczelnika Państwa. Rządy Republiki Weimarskiej nie chciały lub nie umiały zrealizować koncepcji Mittel Europy, a „Wielka Rzesza” lat 1933-1945 miała znacznie bardziej „radykalną” wizję rozwiązania „problemu” polskiego. Odepchnięcie Niemców na zachód, likwidacja Państwa Pruskiego i cofnięcie skutków ponad siedemsetletniej ekspansji germańskiej przez Stalina w 1945 r., czego efektem była nie tylko Polska Ludowa, lecz również jest III RP, wydawałoby się kłaść kres koncepcji Mittel Europy. Sądzę jednak, że nie: dziś jesteśmy częścią nowej wersji tej doktryny, tworząc wraz z państwami bałtyckimi, Czechami i Słowacją nową przestrzeń ekonomiczną dla niemieckiej gospodarki. Istotą tej polityki jest zaduszenie w zarodku każdej konkurencji dla niemieckiego przemysłu i pełne podporządkowanie miejscowej gospodarki potrzebom „wielkiego protektora”. Stanowi to realne zagrożenie nie tylko dla naszej suwerenności, bo ma ona ograniczony charakter, lecz dla spoistości terytorium: zachodnie i północne części naszego kraju są silniej podporządkowane ekonomicznie Berlinowi niż obszary środkowo-wschodnie; widać to gołym okiem.

Do dziś posługujący się językiem ostatniego kajzerowskiego ministra spraw zagranicznych, który w 1918 r. stwierdził, że niepodległość Polski oznacza tylko uniezależnienie jej od Rosji. Podobnie w przypadku Litwy, Łotwy, Estonii i… Ukrainy. Nasi współcześni politycy przejęli niemiecki punkt widzenia: w tej części Europy musi istnieć wiele odrębnych „państw narodowych” będących w ciągłym konflikcie z Rosją, przez wszystkie przypadki muszą one odmieniać słowo „niepodległość”, której nie przeczy pełna, wręcz naturalna zależność od twórcy tego systemu, czyli Berlina. Teraz, gdy w polskiej narracji pojawił się również akcent uniezależnienia się również od tej stolicy, zostaliśmy przykładnie skarceni jak niegrzeczne dzieci.
Amerykański „protektorat” będzie słabnąć: to proces nieuchronny, zwłaszcza po tym jak Turcja zmieniła bieg swojej historii, czego nie chcemy i nie umiemy zauważyć. „Arabska wiosna” zakończyła wpływy amerykańskie w świecie arabskiego islamu, który po raz pierwszy w historii jest podobnie antyamerykański co irański i… turecki. Nowej wojny iracko-irańskiej raczej nie będzie. Mają więc politycy w Waszyngtonie ważniejszy problem niż zawiłości Europy Środkowo-Wschodniej.

Witold Modzelewski
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Instytut Studiów Podatkowych

 

Skontaktuj się z naszą redakcją