Serwis Doradztwa Podatkowego

Szkice polsko-rosyjskie: 1919 – najważniejszy rok dwudziestego wieku?

     Pytanie a zarazem teza postawiona w tytule służy poszukiwaniu odpowiedzi na wiele podstawowych pytań współczesności. Do najważniejszych z nich należy to najbardziej oczywiste: czy kiedyś podjęto jakieś wyjątkowo ważne decyzje (ładniej można je nazwać – „o brzemiennych skutkach”), które zadecydowały o tym, że powstała nasza nowa państwowość, która – mimo faktycznej likwidacji za dwadzieścia lat w wyniku kolejnej okupacji niemieckiej – została jednak odtworzona po kolejnej z wojen, a to nam dało unikatowe – w skali naszej historii – aż 74 lata pokoju. A jeżeli podjęto tego rodzaju decyzje, a nie zadecydował przypadek, to kiedy to było? Pytaniem podstawowym jest dylemat roli Rosji w tym procesie: czy jej faktyczna nieobecność przed stu laty miała znaczenie dla rozpoczęcia naszej nowej historii oraz jaką misję odegrał utworzony w jej miejsce Związek Radziecki, który był głównym architektem drugiego otworzenia naszego państwa w 1945 r. Państwo to okazało się jak na razie najtrwalszym wariantem naszej państwowości: przeżyło już o 30 lat nie tylko swojego twórcę, ale również drakońskie eksperymenty „inżynierii społeczno-ekonomicznej” w wydaniu rządów Balcerowicza.

     Wróćmy więc do samego początku: pytanie zawarte w tytule jest również moją tezą. „Architekturę” polityczno-społeczną całego następnego stulecia (sądzę, że również na kolejne dziesiątki lat) stworzono właśnie w 1919 r. z przekonaniem, że powstaje coś trwałego, ale w zupełnie innej wersji niż to się stało w rzeczywistości. Do owych „aktów założycielskich”, oczywiście postrzeganych i ważnych z naszej perspektywy, zaliczam:

  • częściowe lecz istotne poszerzenie odtworzonego Państwa Polskiego na zachód w celu osłabienia Niemiec: tylko w tej wersji odtworzenie Polski miało wsparcie zwycięzców w tamtej wojnie, a zwłaszcza Francji, w lepszej, dużo trwalszej wersji odtwarzano Polskę po raz drugi w 1945 r, ale była to ta sama koncepcja geopolityczna,
  • faktyczna zgoda na likwidację Państwa Rosyjskiego i akceptacja tworów państwowych lub pseudopaństwowych utworzonych na jej terytorium. Państwa te stały się wdzięcznym polem dla niemieckiego rewanżyzmu i aktywnym uczestnikiem ich ludobójczej polityki w czasie drugiej z wielkich wojen; dopiero pax sovietica, który nastał od 1945 r., doprowadził do pacyfikacji regionu i trwa do dziś (z pewnymi wyjątkami), mimo że przeżył globalne zmiany ustrojowo-polityczne w latach 1989-1991,
  • podniesienie do wręcz nadrzędnej rangi „zasady samostanowienia narodów” (do dziś hołdujemy tej zasadzie), co oznacza, że po pierwsze, istnieją obiektywnie „narody”, a te narody, po drugie, mogą same w jakiś sposób decydować o swoim losie.

     A teraz coś więcej o każdym z powyższych trzech problemów. Pierwszy z nich ma dla nas kluczowe znaczenie: nowa wersja państwa polskiego mogła zyskać poparcie przeciwników Niemiec, gdyż służyła ich osłabieniu. A ze zwycięzcami była przede wszystkim Francja, która odbierała swoje ziemie zabrane (Alzację i Lotaryngię), będące potencjalną przyczyną przyszłego konfliktu, to analogiczny punkt zapalny musiał być stworzony na wschodzie Niemiec poprzez zwrot Polsce ziem zabranych przez Prusy we wszystkich rozbiorach (1773, 1793, 1796, 1815). Gdyby wtedy posunięto się jeszcze o jeden krok dalej i zlikwidowano by związek państw niemieckich jako federację, przywracając historyczną suwerenność wielu państwom niemieckim, odpadłaby najważniejsza przyczyna dwudziestowiecznych wojen, czyli Zjednoczone Niemcy (uwaga: znów są zjednoczone). Wtedy (i nie tylko wtedy) mogła powstać „duża” Polska jako państwo antyniemieckie, lecz zabrakło wówczas odwagi aby definitywnie rozwiązać problem przejętej przez Polskę mniejszości niemieckiej, która stała się pretekstem dla kolejnej wojny. W 1945 r., gdy powtórzono odtworzenie Polski w jeszcze bardziej antyniemieckiej formie, już nie popełniono tego błędu, opierając nową granicę na naturalnych liniach geograficznych (rzeki płynące z południa na północ), a przede wszystkim na wysiedleniu ludzi, którzy nie uważali się za Polaków. Inaczej mówiąc, nowa wersja Polski, w której żyjemy do dziś, mogła powstać dlatego, że dwukrotnie chciano osłabić Niemcy i się to udało. Oznacza to jednak, że nasze państwo jest w stanie strukturalnej sprzeczności ze swoim zachodnim sąsiadem, chyba że nasz sąsiad ulegnie podziałom lub będzie miał dostateczną ilość własnych problemów (wyludnienie, konflikty etniczne).

     Drugie z powyższych zjawisk pojawiło się dopiero w 1919 r.: zwycięskie państwa Ententy oraz Stany Zjednoczone pogodziły się z faktem, że Państwo Rosyjskie już nie istnieje, mimo że utrzymywane są z nim formalne stosunki dyplomatyczne, a delegacja rosyjska (nie bolszewicka) uczestniczyła w Konferencji Wersalskiej. Właśnie w tym roku podjęto, zwłaszcza w Londynie, strategiczne decyzje o upodmiotowieniu międzynarodowym państwa bolszewickiego (idea „pokoju przez handel”) oraz innych tworów państwowych powstałych na ziemiach państwa rosyjskiego, czyli – jak to z reguły na Zachodzie bywa – zwyciężył „realizm polityczny”. Późniejsze działania dyplomatyczne, które doprowadziły do formalnego uznania państwowości bolszewickiej, litewskiej, łotewskiej czy estońskiej, były wyłącznie konsekwencją tego, co stało się w 1919 r. – jest na ten temat obszerna literatura, nie trzeba już wyważać otwartych drzwi. Miało to jednak bardzo ważne znaczenie dla naszego kraju: francuska wizja antyniemieckiej koalicji zbudowana była na sojuszu z Rosją, która miała tworzyć potencjalny wschodni front w przypadku kolejnej wojny o Alzację i Lotaryngię. Przypomnę, że za swoją antyrosyjską politykę w okresie Drugiego Cesarstwa Francuzi zapłacili bardzo wysoką cenę w postaci upokorzenia w przegranej wojny z Prusami w 1870 r. i utraty (rozbioru?) części terytorium na rzecz zwycięzców. Tylko dzięki pasywnej postawie Rosji wojna ta była możliwa a Car Aleksander II nie bez schadenfreude przypatrywał się francuskiej klęsce. Skoro jednak w 1919 r. Rosja przestała istnieć w tej koncepcji – jej rolę miała przejąć Polska, jako tradycyjny „wierny sojusznik Francji”; czyli staliśmy się kimś potrzebnym pod warunkiem, że nasze państwo będzie tworem antyniemieckim, rewindykuje swoje ziemie kosztem Prus, a przede wszystkim musi być dostatecznie silne, aby choć częściowo zastąpić w tej roli nieobecną Rosję.

     W tej koncepcji geopolitycznej nie było więc miejsca dla proniemieckich polityków, którzy w czasie formalnie trwającej wciąż wojny (w dniu 11 listopada 1918 r. podpisano tylko zawieszenie broni na trzy miesiące, które potem przedłużono). Nikt w Paryżu czy Londynie nie liczył się lewicowymi bojownikami, którzy z nadania władz okupacyjnych uważali za rządzących Kongresówką i Galicją, a jedyną reprezentacją Polski uznaną przez państwa Ententy, był Komitet Narodowy Polski, który skutecznie wysuwa kandydaturę Ignacego Paderewskiego na premiera („Prezydenta Rady Ministrów”) naszego kraju, co otworzyło drogę do jego dyplomatycznego uznania. Przedtem doprowadzono do zerwania (formalnie: zawieszenia) stosunków dyplomatycznych między rządem Jędrzeja Moraczewskiego a nowymi władzami w Berlinie, czyli z państwem, z którym Ententa była w stanie wojny. Przekreślono wówczas niemiecką koncepcję ustanowienia formalnie neutralnego a faktycznie podporządkowanego ich interesem państewka polskiego, obejmującego wyłącznie ziemie byłej Kongresówki i Galicji Zachodniej – państwa dużo mniejszego i słabszego od znacznie ważniejszego wasala Niemiec, czyli Wielkiej Ukrainy, której jeszcze w 1918 r. oddano w Traktacie Brzeskim Chełmszczyznę i część Podlasia.

     Dzięki francuskiej interwencji zakończono w najkorzystniejszym dla nas momencie Powstanie Wielkopolskie (rozejm w Trewirze), co potwierdziły antyniemiecką, czyli profrancuską wizję naszego kraju. Do tej koncepcji będą wracać – po upadku Rzeczypospolitej Sanacyjnej – zarówno rządy emigracyjne, jak i proradziecki PKWN oraz dzisiejsi politycy, którzy odważyli się dostrzec niemieckie zagrożenie.

     Trzeci z powyższych czynników – idea samostanowienia narodów – miał równie istotne znaczenie dla historii tej części świata i jest obecna do dziś. Istotą tej idei jest, po pierwsze, uznanie, że istnieją obiektywnie jakieś „narody”, a my takim narodem jesteśmy, a po drugie, narody te mają prawo decydować o swoim statusie państwowym, czyli przynależności do jakiegoś państwa albo mogą zacząć tworzyć swoje państwo. Naturalną konsekwencją tej idei były plebiscyty, które stały się procedurą wyboru między przynależnością do poszczególnych państw albo uzyskania „niepodległości”, czyli oderwania się od danego państwa. Idea ta jest zacna, ale oczywiście miała wówczas wyłącznie „eksportowy” charakter: miała mieć zastosowanie wyłącznie do państw pokonanych oraz część ziem była państwa rosyjskiego. O samostanowieniu Walijczyków, Szkotów czy Piemontczyków nie było mowy.

     Ale raz zasiane ziarno daje plon i dziś właśnie kiełkuje ta idea w wielu krajach Starej Europy i doprowadzi do zmian na jej politycznej mapie.

     Wtedy jednak była dla nas bardzo ważnym uzasadnieniem przywrócenia na trwałe polskiej państwowości, bo tak „chce” istniejący tu naród. Miało to jednak istotne konsekwencje: na ziemiach byłej Pierwszej Rzeczypospolitej istniały już nowe „narody”, które zgodnie z tą ideą miały również prawo do samostanowienia; dotyczyło to nie tylko ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego, lecz również części byłej Korony. Idea ta wraz z intensywnym i wieloletnim wsparciem zewnętrznym dla rządów „niepodległościowych” (czyli proniemieckich) na Ukrainie i Litwie brutalnie, zakończyła naszą obecność na Kresach Wschodnich, a sztuczny powrót na te ziemie w latach 1920-1939 zakończył się nie tylko definitywną utratą spuścizny naszej obecności, ale również masowym ludobójstwem Polaków.

     Inaczej mówiąc: zasada samostanowienia narodów oznacza, że tracimy raz na zawsze naszą wielowiekową obecność na Wschodzie (ludzie mówiący po polsku mieszkali wówczas również w Potocku, Smoleńsku i Dyneburgu), co przesunęło nas na trwałe do centrum Europy. I tak się też stało ostatecznie po 1945 r.

     W konkluzji tylko dodam, że to w 2019 r. powinniśmy obchodzić stulecie naszej odrodzonej państwowości i głęboko zrewidować naszą proniemiecką politykę III RP, bo jesteśmy z istoty geopolitycznym tworem antyniemieckim, jeżeli nie chcemy przeżyć upokorzeń formalnej lub faktycznej rewizji naszego stanu posiadania.

 

    

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Skontaktuj się z naszą redakcją