Serwis Doradztwa Podatkowego

Szkice polsko-rosyjskie: upodlić biedą

     Bieda potrafi znikczemnieć i upodlić. Wiem: w dobrej bajce może być inaczej. Należę przecież do odchodzącego już w niebyt pokolenia, które nauczyło się żyć godnie mimo niedostatku. Co prawda głodu już nie zaznaliśmy, ale żyło się skromnie i bez perspektywy na istotną poprawę. Najprościej ówczesny świat siermiężnego socjalizmu a’la polonaise tłumaczyło powtarzaną ówcześnie obietnicę, że „jeść będziemy skromnie, a będziemy jeść wszyscy”. Dziś to brzmi jak heroiczna poezja, bo kogo obchodzi obecnie to, że INNI mogą być głodni? Przecież mamy za sobą trzydzieści lat pseudoliberalnej deprawacji.

     Od ponad stu lat naszą, polską (ale również rosyjską) historię „organizują” kolejne grabieże. Celowali w tym Niemcy: ich kolejne okupacje były podporządkowane głównie (wyłącznie?) wyeksploatowaniu wszystkiego, co da się u nas ukraść. Tak było w latach 1915-1918 oraz 1939-1945. Grabież była celem głównym, a upodlenie biedą – drugim w kolejności. Przecież brudny i obdarty „Polaczek” (czy „Rusek) odpowiadał obowiązującym w państwie okupanta wyobrażeniom o „niższej rasie”, którą trzeba „wytępić”. Przypomnę, że o „wytępieniu” nas jako „podludzi” mówili nie tylko Niemcy w latach drugiej okupacji. W ten sposób wypowiadał się również ostatni cesarz niemiecki Wilhelm II w czasach, które dziś nazywamy belle epoque: morderczy rasizm w stosunku do Słowian nie był bynajmniej wymysłem tzw. nazistów.

     Niestety świadome zubożenie naszych obywateli po to, aby podporządkować ich woli rządzących, było również częścią polityki naszych władz, których na pewno nie nazwiemy dziś „okupacyjnymi”, chociaż miały wyśmienite relacje z państwem realnej okupacji z przeszłości. Nie chcę dawać zbyt odległych przykładów: czy zdeprecjonowanie całych, przez wiele lat gromadzonych oszczędności obywateli, obniżenie płac realnych o połowę oraz zniszczenie jednej piątej miejsc pracy w czasach tzw. radykalnej transformacji (lata 1989-1991) nie doprowadziło, poprzez powszechne zubożenie, nie tylko złamania kręgosłupa hardej „klasie robotniczej”, lecz również było źródłem wyludnienia i wszystkich istotnych patologii, z którymi do dziś nie możemy dobie dać rady? Pamiętamy jakie wtedy bzdury na ten temat opowiadały „opiniotwórcze media”: postulowały aby zniszczyć jakieś „postsocjalistyczne molochy”, czyli sprzedać za bezcen majątek państwowy, oraz „obniżyć podatki”, bo nie należy płacić na „dzieciorobów”.

     Ograbiono nas wtedy nie tylko z pieniędzy i majątku: straciliśmy bezpowrotnie największy w historii „kapitał ludzki”, bo z liberalnego raju uciekło ponad 2 mln ludzi, spadła dzietność do poziomu wręcz katastrofalnego i zaczęliśmy się „zwijać demograficzne” (czyli wymierać). Za to mieliśmy przyjąć uchodźców z Afryki, bo tak każą nasi (?) protektorzy, oraz oddać część naszego majątku będącego (jakoby) jakimś mieniem bezspadkowym.

Dlaczego piszę o tych dość oczywistych problemach, o których poprawność europejska (liberalna?) nie pozwala nawet mówić? Odpowiedź jest dość prosta. Okres „sowieckiej okupacji”, czyli lata 1944-1989, przedstawiany dziś jako okres nędzy i rozpaczy, był wynikiem świadomego utrzymania w relatywnej biedzie większości obywateli. Oczywiście już nie było przedwojennego głodu na przednówkach, ale żyło się skromnie, nawet bardzo. Oczywiście, że jest w tym stwierdzone wiele prawdy. Według ówczesnego przekonania nasza bieda była wynikiem cichej ale skutecznej grabieży w wykonaniu Związku Radzieckiego. Stosunki gospodarcze z tym państwem miały być dla nas niekorzystne, wręcz dyskryminacyjne. Tyle tylko, że usunięcie z Polsce wpływów sowieckich i zastąpienie ich niemieckim czy amerykańskim „protektoratem” (określenie Zbigniewa Brzezińskiego), czyli „odzyskanie niepodległości”, nie zakończyło rabunku dóbr naszego kraju. Trzeba będzie kiedyś oszacować jakie straty poniósł nasz kraj w latach 1944-1989 i porównać je z kosztami „odzyskanej niepodległości” poniesionymi po tej dacie, na które składają się zwłaszcza straty wynikające z wywozu kapitału, wyprzedaży aktywów materialnych i masowej ucieczki kilku pokoleń Polaków.

     Od kilku lat realizowana jest w naszym kraju nowa polityka wewnętrznej redystrybucji mająca na celu likwidację ubóstwa oraz zwiększenie dzietności, a także ograniczenie nowej formy grabieży realizowanej obecnie poprzez ucieczkę od opodatkowania. Margines biedy uległ obecnie istotnej redukcji, co jest – jak dotąd – największym sukcesem mijającego „trzydziestolecia niepodległości”. Jak więc zinterpretować przyznanie najwyższego odznaczenia państwowego przez postlewicowego („postkomunistycznego”) prezydenta nominalnemu twórcy naszej (?) radykalnej transformacji, czy źródła naszej „niepodległej biedy”?

 

    

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Skontaktuj się z naszą redakcją