Serwis Doradztwa Podatkowego

Wspólnotowy „VAT w najlepszym wydaniu” utuczył oszustów i „biznes optymalizacyjny”

     Przypomnę już dziś wstydliwie zapomnianą oprawę propagandową wprowadzenia w naszym kraju drugiej, zharmonizowanej wersji owego podatku, która zastąpiła jego pierwsze (jak widać nie najlepsze) „polskie wydanie”, stosowane w latach 1993 -2004 r. Obowiązująca do dziś „europejska” ustawa o tym podatku miała być o niebo lepsza, „cywilizowana”, eliminująca wszelkie nadużycia, bardziej wydajna fiskalnie i w dodatku przyjazna dla podatników. Trudno bez zażenowania czytać dziś te opowiastki. Co prawda głosili je głównie eksperci z zagranicznego biznesu podatkowego, którzy niekiedy byli także autorami bezkrytycznych dzieł na temat tej nowej ustawy, co powinno budzić niepokój u przynajmniej niektórych podatników, bo przecież szczelnego i wydajnego fiskalnie podatku raczej nie chwaliliby ludzie z tej branży. Ale wtedy obowiązywał europejski entuzjazm, więc daliśmy się zagadać i nawet dziś są tacy eksperci, którzy powtarzają te dyrdymały. Przez następne kilkanaście lat, mimo narastających z każdym rokiem wyłudzeń i oszustw, oficjalna narracja mediów, polityków i biznesu optymalizacyjnego a nawet wielu naukowców była zgodna: to najlepsza wersja tego podatku („VAT w najlepszym wydaniu”) i trzeba tylko zapewnić jej „zgodność z prawem wspólnotowym” i wtedy będzie już tylko pięknie.

     Tzw. zwykli podatnicy nie bardzo wierzyli w te opowieści, bo na pierwszy rzut oka widać było luki koncepcyjne w tym podatku: czyli pieniądze leżą na ulicy, wystarczy się schylić.

Na tym tle szokujące było więc zeznanie przed komisją śledczą do spraw wyłudzeń VAT-u i akcyzy jednego ze znanych ekspertów od tego podatku, który poprzednio publicznie nie krył przychylnych ocen wspólnotowej wersji tego podatku. Teraz jednak stwierdził on bez ogródek, że o lukach w tym podatku „wiedzieli wszyscy” a sposoby wyłudzeń były powszechnie znane. Przyznam się, że na taką szczerość raczej nie liczyłem: czy cała mistyfikacja z „VAT-em w najlepszym wydaniu” była tylko parawanem, za którym krył się wszechobecny szwindel, który dawał zarobek tym, którzy „wiedzieli”? Kim byli ci, którzy „wiedzieli”? Czy dominujące do niedawna pozytywne wypowiedzi nowych „ojców założycieli” o tej wersji VAT-u, którymi na co dzień raczyły nas „opiniotwórcze” media, były wykorzystaniem naiwnych wydawców, czy też świadomie uczestniczyły one w tej mistyfikacji? Nie wiadomo. Zapewne część z nas pamięta jak pewnej codziennej gazecie przed wejściem w życie nowego VAT-u ukazywał się tasiemiec zachwalający urodę tego wynalazku autorstwa już dziś prawie zapomnianego medialnego eksperta z tzw. globalnego biznesu konsultingowego (tak same skromnie nazywają się te firmy).

     Skoro więc „wszyscy wszystko wiedzieli”, to dlaczego nikt nie ostrzegł podatników, że podatek ten to raj dla oszustów, czy też dla „optymalizacji podatkowej” (to dużo lepiej brzmi). Staram się czytać opiniotwórcze dzienniki i miesięczniki piszące na tematy podatkowe i jakoś żaden ze znanych specjalistów od tego podatku w latach 2004-2016 nie przyznał się, że „dobrze wiedział” o oszustwach przy pomocy tego podatku na szkodę naszego państwa i uczciwych podatników. Może jednak naprawdę nie wiedzieli albo woleli udawać naiwnych. Kiedy zacząłem publicznie zwracać uwagę na luki w tym podatku, które zresztą były widoczne gołym okiem dla każdej księgowej, piewca zalet wspólnotowego VAT-u zaproponował, aby „odebrać mi ojcostwo VAT-u”: nie było czego odbierać, bo „mój VAT” z 1993 roku nie generował oszustw na obecną „wspólnotową”, czyli „cywilizowaną” skalę.

     Chyba problem jest bardziej uniwersalny. Można podejrzewać, że opinią publiczną od lat rządzi cicha zmowa tych, którzy lepiej lub gorzej, ale zarabiają na naszym państwie. Nie wolno im przeszkadzać, bo każdy tego rodzaju „nieodpowiedzialny głos” i tak nie przebije się do opinii publicznej: kogo obchodzi jakiś malkontent, który staje w interesie czegoś tak abstrakcyjnego jak „interes publiczny” lub też los małych (i nieważnych) podatników? To przecież jakiś wariat. Kogo obchodzi jego gadanie? W liberalnej demokracji, gdzie wszystko jest towarem, nie ma miejsca na takie bzdury, a przypominanie o takich „szczegółach” jest przecież faktycznie opowiedzeniem się za „autorytarnym reżimem”, a zwłaszcza za „kaczyzmem”.

     Tu do dziś niewiele zmieniło się. Rok temu zgodziłem udzielić wywiadu jednej z najbardziej opiniotwórczych gazet wszakże pod jednym warunkiem: nikt nie będzie cenzurował moich wypowiedzi i opublikowane będzie to, co powiem odpowiadając wyłącznie na pytanie Pani Redaktor. Kiedy dostałem tekst do autoryzacji, okazało się, że jedno pytanie wraz z odpowiedzią jakoś „nie mieści się”. Dostałem nauczkę i po raz drugi w czymś takim nie będę uczestniczyć, a o podatkach niech wypowiadają się na opiniotwóczych łamach ci, którzy od „zawsze wiedzieli”, że to szwindel, tylko nie mówili o tym głośno (zapomnieli?) lub nie chcieli swoich interesów i swoich mocodawców. A ty głupi, polski podatniku płać podatki, aby ktoś lepszy mógł je wyłudzić z budżetu państwa. Przypomnę, że w 2017 r. wpłacono ponad 100 mld zł zwrotów tego podatku.

 

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Skontaktuj się z naszą redakcją