Nabywcy towarów i usług zirytowani nonsensem KSeFu postanowili przy zakupie „brać faktury ustrukturyzowane” na podmioty odpowiedzialne za to nieszczęście, podając NIP organów władzy, np. Kancelarii Premiera. W ten sposób unaocznia się absurd tej „reformy”. Od dwóch lat wmawia się nam, że wirtualne „otrzymanie” faktury w KSeF rodzi obowiązek jej zapłaty należności przez podmiot, który jest jej adresatem. Jeśli ktoś wymyślił coś tak absurdalnego jak przymusowe otrzymanie faktury, w dodatku przy pomocy rządowego portalu, a owo otrzymanie rodzi dług po stronie adresata, to niech płaci za swoje pomysły.
Cichną lobbyści medialni „cyfryzacji fakturowania”, bo absurd KSeF-u jest już tak czytelny, że lepiej siedzieć cicho. Niedawno jedna ze znikających gazet (coraz cieńsza i drukowana na coraz gorszym papierze) cytowała ekspertów, którzy opowiadali się przeciwko odroczeniu tej operacji, bowiem sprowadziłoby to „jeszcze większy chaos”. Dlaczego „większy”? Czyli chaos wdrożenia KSeF-u w czterech tysiącach podmiotów już nam nie wystarczy? Przecież pozostali podatnicy VAT, którzy mają wystawiać te faktury od 1 kwietnia 2026 r., z reguły nie robią nic w tym kierunku, bo w istotnej części zamierzają „olać” te obowiązki. Chaos się zacznie, gdy będą chcieli zacząć przygotowania do tej katastrofy. Zrobiłem losowy wywiad z podatnikami, którzy w lutym powinni już zacząć „pobierać” faktury w KSeF. Tylko jeden powiedział, że coś o tym wie, ale na razie nie ma na to czasu. Jego biuro rachunkowe też niewiele się tym zajmuje, bo liczy, że w 2026 r. faktury będą im dostarczane „po staremu”. W istotnej części podatnicy, będący adresatami faktur ustrukturyzowanych sądzą, że są one problemem dostawcy a nie nabywcy: nikt nie musi obowiązkowo „odbierać” tych faktur w KSeF. Tu kłania się jeden z wielu błędów, który popełnili autorzy tych przepisów: nie ma ustawowego obowiązku odbierania tych faktur. Jest to czynność techniczna, nie wywołująca jakichkolwiek skutków prawnych - ani podatkowych, ani cywilnoprawnych. Jeśli – jak twierdzą oficjalni interpretatorzy – podmioty wymienione w art. 106gb ust. 1 ustawy o VAT otrzymują te faktury z mocy prawa, to nie trzeba ich „odbierać” techniczne. Jeśli dostawca chcę, aby ktoś zapoznał się z tym dokumentem, to musi mi go przysłać w zrozumiałej formie. Potem nabywca zastanowi się, czy to zaakceptuję, czy też nie - bo przecież mogą w nim być jakieś pomyłki czy inne głupoty. Jeśli tak będzie, to nabywca im odeśle ten dokument – niech go poprawiają, bo ustawodawca w szale destrukcji zniósł noty korygujące dla wszystkich, również papierowych faktur. Kto będzie autorem chaosu, który zapanuje w relacjach handlowych objętych VAT-em? Nikt nie zapłaci należności na podstawie dokumentu, którego nie zna i nikomu nie można przymusowo doręczyć takiego wezwania: to może zrobić wyłącznie władza lub funkcjonariusz publiczny działając w ramach procesu jurysdykcyjnego.
Podatnicy są zgodni co do tego, władza powinna zainteresować się rozwiązaniem tych problemów, bo jeszcze nie jest za późno. Faktura VAT jest w Polsce najważniejszym „papierem wartościowym”, którego fizycznie otrzymanie i akceptacja jest również najważniejszym zdarzeniem ekonomicznym („bez faktury VAT nie płacę”). Po co to wszystko psuć? Jeśli ktoś opowiada głupstwa, że dzięki temu „uszczelnia się VAT”, to uprzejmie informuję, że groźni oszuści nie wystawiają faktur VAT, a jeśli je podrabiają, to robią tak fachowo, że żaden KSeF ich nie odróżni od prawdziwych. Szkoda czasu na to gadanie.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski
Prezes Zarządu
Instytut Studiów Podatkowych
witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl
Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.
Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.