Pytanie zadane w tytule tylko pozornie jest skomplikowane. Problem ten jest jednoznacznie podstawowy: gdy nie znamy pojęć trafnie opisujących dany byt, zwłaszcza gdy jest on nowy lub uległ zmianie, to nie możemy go zrozumieć. Spotykamy się z tą barierą na co dzień, zwłaszcza oglądając reportaże na temat np. nowych schorzeń lub chorób albo zmian geologicznych. Gdy nie znamy adekwatnych pojęć, które opisują i wyjaśniają te zjawiska, jesteśmy wobec nich bezradni intelektualnie. Język polityków można na siłę zaliczyć do języków zawodowych: ma on objaśnić i dać możliwość dialogu (obie strony wiedzą o czym mówią i mogą się zrozumieć) na tematy, które ich interesują. I dotyczy on głównie zjawisk i zachowań codziennych: to co było i to co kiedyś będzie dla tej profesji nie ma większego znaczenia (choć do przeszłości jeszcze wrócimy w dalszej części tekstu). Najważniejszymi problemami bieżącymi dla polityków jest przede wszystkim kondycja przeciwników politycznych, utrzymanie zdobytej albo zdobycie władzy, własne bezpieczeństwo, w tym bezkarność oraz (a nawet przede wszystkim) oczekiwania ich protektorów. W mniejszym zakresie interesuje ich gospodarka i demografia, a kultura i sztuka nie ma żadnego znaczenia.
Zastanówmy się więc, czy język polityków pozwala im zrozumieć, czego np. od nich chcą protektorzy i interesariusze, z którymi muszą się liczyć. Gdyby jeszcze oni chcieli otwarcie powiedzieć czego chcą: wiadomo, że prawie każde wypowiedziane ich słowo są głęboko analizowane przez polityków, ale czy od protektorów i interesariuszy można oczekiwać szczerości lub lojalności? Te zasady obowiązują tylko zależnych, żeby nie powiedzieć wasali. Nie jesteśmy i nie umiemy być mocarstwem, które dyktuje warunki innym. Naszą metodą przetrwania jest spełnianie wszelkich życzeń tych, których uważamy za protektorów lub którzy potrafią nami pomiatać: najlepiej to obrazuje język, jakim o nas mówią politycy izraelscy.
Czy opisując zachowania protektorów i interesariuszy językiem przyjaźni (są to jakoby nasi „sojusznicy”) rozumiemy świat, w którym przyszło nam żyć? Ten język wyklucza przede wszystkim nielojalność, a zwłaszcza wrogość protektora. Tworzy on fałszywą świadomość, która automatycznie odrzuca niepasujące do niej informacje lub wypowiedzi. W fałszywym języku interesariusz jest „przyjacielem”, który jest zobowiązany do szlachetnego rewanżu za naszą uległość. Poza naszą wyobraźnią jest to, że ktoś, kogo uważamy a priori za „sojusznika” lub wręcz „tradycyjnego przyjaciela”, może nas chamsko wykorzystywać a jakakolwiek jego polityczna nielojalność po prostu nie przychodzi nam do głowy (tak nam nawet nie wolno myśleć). Język odwołujący się do uległości, pełen apriorycznej sympatii i zachwytów, nie pozwala prawidłowo ocenić oraz zdiagnozować kondycji naszych sojuszników i domniemanych „przyjaciół”. Stąd tylko krok do szoku „nieprzewidywalności” a nawet „zdrady” (Zachód nas nałogowo „zdradza”).
Wracam już do zapowiedzianego wątku przeszłości i powtórzę tezę: przeszłość (ta rzeczywista) w debacie politycznej nie istnieje. Jest tzw. polityczna wersja przeszłości, która sprawdza się w czarno-białych, w większości fałszywych schematach („odwieczni” wrogowie albo „odwieczna” przyjaźń), które określane są w nowomowie jako „klisze”. Jest to dość niebezpieczny sposób narracji, bo „ujawnienie” jakichkolwiek nowych faktów sprzecznych z tym tokiem, jest źródłem nie tylko intelektualnych porażek; z tej perspektywy przeszłość staje się tak samo nieprzewidywalne jak przyszłość.
O Rosji i Rosjanach musimy mówić językiem wrogości, pogardy i strachu. Nie daje on szansy sformułowania trafnych diagnoz i prognoz na przyszłość. Najważniejszy jednak jest tego ostateczny skutek: pogardzany wróg jest (mimo strachu) z zasady lekceważony, a to już nie jest objawem głupoty – to BŁĄD. Oczywiście potencjalne skutki zapłacimy my, nieważni ludzie, którzy jak zawsze nie mają dla wielkich tego świata większego znaczenia. W końcu najważniejszym słowem minionego 35-lecia jest RESTRUKTURYZACJA – jesteśmy jej przedmiotem; teraz pod pretekstem „walki z dezinformacją”.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski
Prezes Zarządu
Instytut Studiów Podatkowych
witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl
Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.
Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.