Szkice polsko-rosyjskie: zakazana „dezinformacja” w wykonaniu „światowego przywództwa”

      Wiadomo, że dziś najważniejszym współcześnie obowiązkiem jest ZWALCZANIE DEZINFORMACJI. Każdy, kto powie lub napisze coś, co jest ową „dezinformacją”, np. nie będzie powtarzał aktualnej propagandy na temat „niezachwianego oporu” (całej bez wyjątku)  „walczącej Ukrainy”, powinien być uznany za „siewcę” (piękne słowo) owej dezinformacji; jego los jest przesądzony – musi być publiczne napiętnowany, usunięty z świata medialnego oraz w perspektywie przykładnie ukarany. Na podstawie jakiego przepisu? Cytując nie tylko stare porzekadło ale również jednego z byłych oficjeli – „jakiś przepis się znajdzie”, jeśli nie ustawy, to uchwały Sejmu. Jako że niewielu czyta to, co się uchwala, więc jakiś ogólny zakaz gdzieś zapewne jest. A jeśli niczego przydatnego tam nie ma albo nie będzie nam się chciało szukać, to przecież można powołać się na wyrok lub nawet tylko postawienie któregoś z trybunałów „unijnych” lub „ międzynarodowych” lub na jakąś rezolucję Parlamentu Europejskiego. Sądzę, że ten sarkazm jest tu uzasadniony.

      Ciekawy jest dobór tematyki, którego dotychczas obejmuje ten zakaz. Dotyczy on sprzecznych z obowiązującą linią wypowiedzi na temat Rosji i Białorusi (wszelkich, bez wyjątku) oraz Ukrainy. W tym drugim przypadku jest to dobór również zabarwiony emocjonalnie, bo obowiązujący obraz propagandy tworzą również nadgorliwi „słudzy narodu ukraińskiego” a ci nie popuszczą. Nad tym ostatnim problemem warto się chwilę zastanowić. Jest  rzeczą obiektywnie wręcz niepojętą, że (prawie) cała klasa polityczna oraz jej komentariat, bezkrytycznie i bez reszty podporządkował się w sumie drugorzędnej grupie polityków ukraińskich, którzy reprezentują nawet tylko część tzw. „zachidników” a już na pewno nie „wschidników”. Obecny prezydent (jego kadencja już się zakończyła) tego kraju mówił od dziecka po rosyjsku, dopiero niedawno nauczył się galicyjskiej wersji języka ukraińskiego i zapewne jeszcze przed pięciu laty dziwiłby się słowom, które dziś wypowiada na temat Rosji. Nie bardzo rozumiem dlaczego wszyscy nasi „słudzy narodu ukraińskiego” nie biorą pod uwagę, że ich pan, któremu służą, może zmienić zdanie. Przecież nie raz w historii tzw. „chachy i orki” godzili się we wrogości, zwłaszcza do nas. To należy do długiej kozackiej tradycji: tak było (nie raz) w przeszłości, która czasami lubi się powtarzać. Po co więc zwalczać poglądy a nawet informacje sprzeczne z propagandą obecnych władz w Kijowie, skoro być może prędzej czy później zajdą tu zasadnicze zmiany?

      Wypowiedzi a nawet słowa uznane za dezinformację będą się zmieniać, nawet wręcz diametralnie. Wszystko zależy od tego, kto jest uznany za „światowego” albo „europejskiego” przywódcę. Najlepszym tego przykładem aktualnie jest stosunek do agresji państwa Izrael na Strefę Gazy i inne państwa tego regionu. Każdy, kto ośmieli się coś powiedzieć na ten temat, a zwłaszcza nazwać po imieniu poczynione tam zbrodnie, jest „ANTYSEMITĄ”, a to już stawia go w jednym szeregu z „nazistowskimi Niemcami” z czasów ostatniej z wielkich wojen. A antysemityzm trzeba obowiązkowo wyeliminować z debaty publicznej. To się jednak może kiedyś zmienić, bo lobbing w tej dziedzinie nie zawsze może być aż tak silny jak dziś.

      Aktualnie najbardziej kłopotliwym siewcą dezinformacji na temat Rosji i obecnych władz na Ukrainie są najważniejsi politycy amerykańscy z Donaldem Trumpem na czele. Ich wypowiedzi są wręcz cenzurowane i podważa się ich wiarygodność opatrując je mianem „nieprzewidywalności”. Przecież nie wolno kwestionować zobowiązań naszego „strategicznego sojusznika”, który przyjdzie nam z odsieczą, gdy Rosja zaatakuje nas jako członka NATO. Skoro co innego dziś mówi „światowe przywództwo”, to jest to zapewne „dezinformacja”, bo przecież my najlepiej wiemy jakie jest naprawdę USA. Naszym zdaniem prędzej niż później skończy się tam okres „błędów i wybaczań” i wrócą stare dobre czasy, w których Ameryka była jednocześnie antyrosyjska i antykomunistyczna: ani z Rosją ani z Chinami (są przecież „komunistyczne”) USA się nigdy nie dogada. My to wiemy przecież najlepiej.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski

Prezes Zarządu

Instytut Studiów Podatkowych

witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl

 

background
napisz do nas

Zapytaj nas o ofertę

Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.







    Czytaj więcej

    karykatura
    newsletter

    Zapisz się na bezpłatny Serwis Doradztwa Podatkowego

    Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.


    Skontaktuj się z nami
    Rozwiążemy każdą wątpliwość
    Daj nam znać
    Skontaktuj się
    Od prawie 30 lat klasyfikujemy się niezmiennie w ścisłej czołówce liderów doradztwa podatkowego.