Zacznę od refleksji historycznej a raczej od wspomnienia: przed ponad pięćdziesięciu laty, gdy znużony obowiązkowymi lekturami szkolnymi zacząłem wertować w domowej bibliotece (szczęśliwie przetrwała czas drugiej z wielkich wojen) książki historyczne, po raz pierwszy spotkałem się z wiekiem XVIII, w tym zwłaszcza w pracach Władysława Konopczyńskiego i księdza Kalinki (ale nie tylko). Już wtedy można było zauważyć istniejącą do dziś asymetrię zainteresowania: fascynują nas czasy stanisławowskie, czyli ostatnie czterdzieści lat tamtego wieku, a o czasach saskich piszemy niewiele, a jeśli już, to w negatywnym, wręcz przygnębiającym tonie. Może nie chcieliśmy pamiętać, że przez sześćdziesiąt lat z górką rządzili nami na wskroś europejscy i oświeceni Wettinowie, czyli – jak dziś byśmy powiedzieli: Niemcy, należeliśmy bezpośrednio do „Zachodu”. Pod rządami obu Augustów przyjmowaliśmy zachodnie wzorce, byliśmy ulegli wobec obcych, lecz również zachodnich wpływów; dość przypomnieć, że zerwano za czasów drugiego z Augustów większość sejmów rękami posłów biorących pieniądze z właściwej bo zachodniej kasy, w tym przede wszystkim od dworów berlińskiego i habsburskiego. Na straży całości bezrządnej i słabej Rzeczypospolitej stał jednak mówiący po francusku i niemiecku dwór petersburski, który też nie skąpił grosza dla naszych, polsko-litewskich notabli. Opisujący czasy saskie historycy załamywali ręce nad główną chorobą polityczną tego czasu, czyli wojną polsko-polską, nazywaną już wówczas „partyjniactwem”, reprezentowanym przez dwa wiodące rody magnackie: Czartoryskich i Potockich. Przekleństwo polityczne w postaci subwencji płaconych przez obce dwory, w tym również z burbońskiej kasy (jeszcze bardziej „zachodniej”), odziedziczono po poprzednim wieku, bo przecież ostatni, jakże popularny nie tylko wśród powieściopisarzy Jan Sobieski, brał owe subwencje z kasy francuskiej i był przeciwnikiem zwolenników orientacji habsburskiej, mimo że już jako król uratował w 1683 roku naszego przyszłego zaborcę. Wtedy też przeczytałem słynne zdanie Mikołaja I (był koronowanym królem Polski) na temat „dwóch najgłupszych władców naszego państwa”: byli nimi… Mikołaj I i Sobieski, bo „obaj ratowali Austrię”. Ale to tak na marginesie. Nasze osiemnastowieczne partyjniactwo skorumpowane a niektórzy twierdzą, że wykreowane przez obce dwory, było zdaniem szanowanych luminarzy piśmiennictwa historycznego zgodnie uznawane za główną przyczynę słabości a następnie upadku naszego państwa w XVIII wieku. Zwalczające się bez pardonu ówczesne partie polityczne („stronnictwa”), biorąc garściami pieniądze często od więcej niż jednego donatora, niszczyły naszą państwowość, prowadząc ją do katastrofy zaborów. Co było najgorszym skutkiem tamtej wersji wojny polsko-polskiej za cudze pieniądze? Przede wszystkim traciliśmy jak zawsze czas, który powinniśmy spożytkować dla dobra naszego państwa oraz jego obywateli. Historycy opisujący scenę (estradę?) polityczną tamtego wieku nie umieli tego robić bez skrępowania, a często wręcz przemilczając kompromitujące fakty zagranicznej korupcji ówczesnych „statystów” (jak nazywano aktorów sceny politycznej), których chcieli uznać za „patriotów”.
Piewcy Konfederacji Barskiej (będącej ponoć „pierwszym powstaniem narodowym”) tylko półgębkiem wspominali o dotacjach francuskich dla jej przywódców, bo już o habsburskich a nawet później rosyjskich, często nie mieli odwagi napisać. Wojna polsko-polska nie jest więc tylko dzieckiem rozpadu obozu postsolidarnościowego. Zagraniczne subwencje dla wspieranych przez obce państwa stronnictw nie były też tylko smutną przeszłością XVIII wieku. I wtedy i teraz bez reszty „należeliśmy i należymy do Zachodu”, więc możemy czerpać z „bogatej” tradycji naszej państwowości. A że finałem był jej upadek? Bo przecież wiemy, że najważniejszą specjalizacją „Zachodu” jest „zdradzać” swoje wierne sługi w środkowej Europie: najpierw subwencje a potem zdrada.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski
Prezes Zarządu
Instytut Studiów Podatkowych
witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl
Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.
Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.