Może na wstępie trzeba przypomnieć najprostszą mądrość ludową dotyczącą naszych zamiarów na przyszłość: warunkiem niezbędnym (acz niewystarczającym) ich powodzenia jest trafność przewidywań co do przyszłego czasu, w którym owe zamiary będą realizowane. Przykładowo: jeśli chcemy odwiedzić niespodziewanie dawno nie widzianych znajomych, to warunkiem niezbędnym tej wizyty jest to, że owi znajomi będą jeszcze mieszkać pod znanym nam adresem, będą w tym czasie u siebie w domu oraz otworzą nam drzwi. Jest rzeczą oczywistą, że jeżeli chcemy kupić sobie mieszkanie ze środków, które mamy wygrać w karty, to musimy nie tylko zagrać, ale również wygrać. Okazuje się jednak, że znajomość tej zależności była i jest obca części „naszych” ekspertów i analityków, a przede wszystkim (prawie) całej klasie politycznej. Założenia polityki wschodniej zbudowano bowiem na całkowicie błędnych prognozach, czego uparcie nie chcą oni dostrzec. Przypomnę (nie bez zażenowania) najważniejsze z nich:
Wiem, że ironizuję, ale nie sposób na poważnie powtarzać tych absurdów. Można już dostrzec, że po czterech latach „pełnoskalowej” wojny żadna z tych prognoz się nie sprawdziła, ale nie to jest najważniejsze, bo przecież nie sprawdziły się również prognozy pogody: miało już nie być mroźnych zim, bo przez palenie węglem nastąpiło trwałe i nieodwracalne ocieplenie klimatu. Cała polityka wschodnia „kolektywnego Zachodu” była (i jest?) zbudowana na założeniu trafności tych prognoz: stąd tylko krok do porażki.
Gorzej, że politycy ufni w bezwarunkowe wsparcie „światowego przywództwa” przy okazji nagadali również tak niewyobrażalną ilość głupot, a przede wszystkim inwektyw pod adresem Rosji, Rosjan i w szczególności prezydenta Putina, że zaczęli się już bać. Tu nic nie będzie zapomniane, a przykład idzie z Waszyngtonu: tym, którzy podobnymi (a nawet gorszymi) inwektywami obrzucili Donalda Trumpa jako kandydata na prezydenta dano solidnego kopa w tyłek (będą następne). Mogę więc podejrzewać, że autorzy tych słów będą w stanie jakiegoś zagrożenia, więc my też musimy się bać, bo Rosja być może ukaże nas jako zbiorowość za głupie gadanie kilkudziesięciu pleciug (tak się kiedyś mówiło). Aby to „zagrożenie” uwiarygodnić, wymyślono tzw. teorię „odbudowy imperium” w myśl której Rosja „musi” zająć Polskę (bo musi - inaczej nie umie).
Jeśli jest jakieś prawdopodobieństwo naszej odpowiedzialności zbiorowej za głupie gadanie jakiś ludzi, to najprostszym rozwiązaniem jest złożenie przez nas jako zbiorowość oświadczenia, że w Polsce obowiązuje wolność słowa (można źle mówić o Rosji, ale już nie np. o Izraelu, bo antysemityzm jest zabroniony), a my nie odpowiadamy za słowa tych, którzy „nie wiedzą, że nie wiedzą”.
Na „prawdziwym Zachodzie” ktoś, kto swoim gadaniem naraziłby na niebezpieczeństwo osoby trzecie, powinien powiedzieć „przepraszam”, zamilknąć i usunąć się z życia publicznego. Wiem, że „prawdziwym Zachodem” nie jesteśmy, więc dalej będziemy słuchać nie tylko inwektyw pod adresem Rosji, Rosjan i Putina, lecz również jego przyjaciół, w tym prezydenta Trumpa, który jakoby nas „zdradził”. Koniec końców byłby głupcem, gdyby zachowywał się lojalnie wobec tych, którzy lżą jego „przyjaciół”.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski
Prezes Zarządu
Instytut Studiów Podatkowych
witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl
Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.
Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.