Szkice polsko-rosyjskie: czy bliżej nam dziś do czasów saskich?

      Czasy III RP są już przedmiotem porównań z bliższą lub dalszą przeszłością. Zestawienia z II RP są bardzo oszczędne ze względu na złe analogie, w dodatku niebezpieczne dla współczesnych polityków (w końcu „Marszałek” jest faktycznie patronem całej obecnej klasy politycznej). Natomiast z czasami saskimi łączy nas obiektywnie „przynależność do Zachodu”, bo wtedy byliśmy połączeni unią personalną z „oświeconą” Saksonią, dużo bardziej zachodnioeuropejską niż my. Ówczesną wersją Unii Europejskiej było tzw. Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, a nasi dwaj królowie z dynastii Wettinów byli jednocześnie elektorami, którzy wybierali owego cesarza. Byliśmy więc „Europą”, choć zapewne „drugiej prędkości”. Podobieństwa gospodarcze z tamtą epoką są jednak bardziej bolesne: i wtedy i teraz byliśmy degradowani gospodarczo oraz następował głęboki spadek jakości rządzenia państwowego.

      Czasy stanisławowskie są słabszą analogią. Pod rządami króla Stanisława Augusta zarówno władza jak i opozycja z nielicznymi wyjątkami były… prorosyjskie, ale elity ówczesnej Rosji Katarzyny II mówiły po francusku i niemiecku i niewiele miały wspólnego z Wielkim Księstwem Moskiewskim. „Semiramida Północy”, czyli Zofia von Anhalt Zerbst, była rodowitą Prusaczką a jej świadomość była nawet bardziej zachodnioeuropejska niż w przypadku wielu oświeconych książąt Rzeszy; w końcu podzielone między sąsiadów w XVIII wieku ziemie byłej Rzeczypospolitej Obojga Narodów trafiły pod władze na wskroś europejskich władców, dużo bardziej „cywilizowanych” niż my. Tu jednak roztrząsanie podobieństw i różnic też nie jest zbyt bezpieczne, bo ostatnie lata czasów stanisławowskich znaczone były zmianą orientacji z prorosyjskiej na prozachodnią (czyli proniemiecką), zawarliśmy nawet sojusz z Berlinem a Konstytucja Trzeciego Maja powoływała na tron również niemiecką dynastię Wettinów. Ów „Zachód” - jak przyszło co do czego – spektakularnie nas „zdradził” i dogadał się z Rosją doprowadzając do II rozbioru a trzy lata później do ostatecznej likwidacji naszej państwowości. Wtedy już ziemie byłej Korony Polskiej w większości znalazły się znów w „prawdziwej” Europie, a Warszawa stała się prowincjonalnym pruskim miastem. Później w latach 1807-1815 w sensie formalnym też „należeliśmy do Zachodu”, bo czasy Księstwa Warszawskiego to członkostwo w tzw. Wielkim Cesarstwie Francuskim, czyli kolejnej już wersji integracji europejskiej. Podobieństwa są tu aż nadto kłopotliwe, bo owe Księstwo miało niewielki zakres suwerenności, która z biegiem czasu nawet się kurczyła, a nasze wojska były wysyłane na ówczesne „misje stabilizacyjne” (wtedy do Hiszpanii w celu pacyfikacji antyfrancuskiej rewolty).

      Zapewne analogie z Księstwem Warszawskim są jednak dla nas bardziej strawne niż porównanie z czasami saskimi, ale przypomnę, że Księciem Warszawskim był również rodowity Niemiec z tej samej saskiej dynastii.  

      Godzi się przypomnieć, że wszystkie powyższe wersje naszej przynależności do Zachodu kończyły się dla nas katastrofą wojenną, z reguły bardzo kosztowną, a my lądowaliśmy na ławce przegranych lub zdradzonych.

      Na jak długo zapowiada się obecny projekt naszej „przynależności do Zachodu”? Postaci liberalne i lewicowe twierdzą, że na długo, wręcz na zawsze. Rok w rok ma pogłębiać się „integracja europejska” aż do pełnego „glajszachtung”. Aby uciec przed stale rosnącym zadłużeniem (obiektywnie od lat żyjemy na kredyt) trzeba ten dług „uwspólnotowić”, czyli pozbyć się go cedując na jakiś związek, który będzie docelowo spłacać te długi. Być może ukrytym celem tego pomysłu jest ogłoszenie niewypłacalności tego podmiotu, bo będzie to spółka ze zdecydowanie „ograniczoną odpowiedzialnością”. Być może się to uda, jeśli poprze ten plan pokolenie nowych Europejczyków pochodzących głównie z Azji i Afryki. Oni na pewno nie będą chcieli spłacać długów byłych kolonizatorów.

      A my? My wymrzemy po cichu, bo ostatnie dzietne pokolenia Polaków uciekły stąd w ciągu ostatnich dwudziestu lat i raczej już nie wrócą.  

Prof. dr hab. Witold Modzelewski

Prezes Zarządu

Instytut Studiów Podatkowych

witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl

 

background
napisz do nas

Zapytaj nas o ofertę

Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.







    Czytaj więcej

    karykatura
    newsletter

    Zapisz się na bezpłatny Serwis Doradztwa Podatkowego

    Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.


    Skontaktuj się z nami
    Rozwiążemy każdą wątpliwość
    Daj nam znać
    Skontaktuj się
    Od prawie 30 lat klasyfikujemy się niezmiennie w ścisłej czołówce liderów doradztwa podatkowego.