Przypomnę, że pojęcie „sług narodu ukraińskiego” użyte w tytule artykułu wprowadził (słusznie) do obiegu były wysoki funkcjonariusz ministerialny, omawiając publicznie nasze „obowiązki” wobec obecnych władz w Kijowie. Mówiąc po prostu: mamy bezwarunkowo, bezterminowo i za darmo wspierać prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i jego popleczników dlatego, bo jesteśmy owymi „sługami”. Inni, choć wprost nie przedstawiają się w ten sposób, powtarzają jak mantrę te same „zobowiązania”: ich zdaniem musimy ponosić ukraińskie koszty ich wojny z Rosją, zadłużając się na koszt przyszłych pokoleń, i redukować inne wydatki, bo już od dawna wiadomo, że nas na owo służalstwo nie stać. Deficyt budżetowy przekroczył 7% PKB, dług publiczny rośnie w tempie iście zachodnim (już ponad 2 bln zł), brak jest pieniędzy na służbę zdrowia - ale to nie ma żadnego znaczenia. Słudzy nie mają prawa oceniać swoich panów więc siedzą cicho nawet, gdy na Ukrainie od lat do rangi bohaterów narodowych podniesiono zbrodniarzy z UPA i innych kolaboracyjnych formacji ukraińskich, które walczyły po stronie Niemiec w czasie II wojny światowej.
Dodam również (dla porządku), że mimo wszystko staram się zrozumieć ukraiński punkt widzenia: od setek lat ich ideologicznym celem było wyniszczenie lub wypędzenie Polaków (i innych mniejszości) z „ich ziemi”. Wszystkie bunty ludowe (najpierw kozackie, później chłopskie) na byłych ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego przyłączonych „za karę” do Korony przez Zygmunta II Augusta, zaczynały się od wymordowania Żydów i Lachów (czyli również skatolicyzowanych Rusinów). W ciągu 400 lat podjęto wiele prób realizacji tej „idei” i zrealizowano ją z sukcesem w 1945 roku. Jedynym sposobem, aby położyć kres tym mordom, było wysiedlenie wszystkich Polaków z ziem Wschodniej Galicji, Wołynia i Podola na zachód, czyli na ziemie Polski utworzonej w 1945 roku. Co prawda zrobił to Związek Radziecki, ale nasi rodacy nie chcieli tam zostać, bo „bohaterowie z UPA” mordowali Polaków również po wyzwoleniu tych ziem od Niemców, czyli - jak to się teraz mówi – „pod okupacją sowiecką”. Tradycja antypolska jest tam dostatecznie długa. Można więc (ich zdaniem) uznać za jej „bohaterów” tych, którzy wiernie służyli i skutecznie realizowali ją w praktyce. Dla zwolenników tej tradycji to są „bohaterowie”. Dla nas, tak jak np. Niemcy hitlerowskie (nie żadni „naziści”), pozostaną przede wszystkim mordercami.
„Słudzy narodu ukraińskiego” są dziś w odwrocie. Ich pan ich „zdradził” (już dawno) i chcąc jakoś zrelatywizować swoją porażkę opowiadają nam takie oto dyrdymały, że bojowicy UPA byli „bohaterami”, gdy mordowali „Ruskich” i trzeba im zapomnieć. W związku z tym mordowanie Polaków (bo zabijanie tych pierwszych jest jakoby celem nadrzędnym, który wszystko usprawiedliwia), my - tak jak twierdził poprzedni Prezydent RP – musimy na temat ich zbrodni „ważyć słowa”. Jest to jednak dość zawodny argument. Jeśli dobry (z istoty) jest ten, kto tych „Ruskich” zabijał, to największe zasługi na tym polu mieli Niemcy w latach 1941-1945, bo udało się im ich zabić ponad 20 mln. Ważyć trzeba nie tylko słowa, ale również „zasługi”, bo „bohaterowie UPA” zapewne nie zabili tu tylu ruskich. Być może na ich koncie jest wiele więcej zabitych obywateli RP, w tym również nieetnicznych Polaków, zaliczających się do mniejszości narodowych, w tym nie tylko Żydów, ale również Ukraińców, którzy nie chcieli mordować Polaków. Ale najważniejsze (dla nich), że zabijali owych „Ruskich”.
Ciekawe czy „słudzy narodu ukraińskiego” poprą upamiętnienie najbardziej zasłużonych na tej niwie bojowników, w tym z Waffen SS, które zwłaszcza wsławiło się mordowaniem tzw. komunistów, przy czym, gdy ów komunista był „Ruskim”, to był to czyn godny najwyższej pochwały, a gdy był Żydem, to już było bardzo źle.

Prof. dr hab. Witold Modzelewski
Prezes Zarządu
Instytut Studiów Podatkowych
witold.modzelewski@isp-modzelewski.pl
Skontaktujemy się z Tobą w najbliższym dniu roboczym aby porozmawiać o Twoich potrzebach i dopasować do nich naszą ofertę.
Jest to elektroniczny tygodnik podatkowy, udostępniany Subskrybentom w każdy poniedziałek w formie newslettera.